Kolego, temat, który od czasu do czasu wyłania się z czeluści codziennej praktyki – znajomi i rodzina, którzy proszą o usługę „po kosztach”, albo wręcz za darmo. Wiem, że każdy z nas choć raz stanął przed tym dylematem, bo przecież to bliskie osoby, a rzemiosło to nie tylko fach, ale i pewna etyka. U mnie w Krakowie, na Kazimierzu, staram się zachować równowagę – tłumaczę, że każdy klient to moja praca i zaangażowanie, a i tak ostatecznie robię mały ukłon, ale nie na tyle, by zaburzyć wartość usługi. Nie chcę też by relacje ucierpiały, bo to przecież fundament zaufania, a nie tylko kasa. A jak Wy, koledzy, negocjujecie takie „po znajomości”? Czy macie swój sposób na odmowę, która nie obraca się w katastrofę towarzyską?
Jak radzić sobie, gdy znajomy chce strzyżenie „po kosztach”?
Kategoria: Off-topic / Hydepark · Odpowiedzi: 1 · Wyświetlenia: 0 · 09.08.2026 14:23
No Panie Brzytwa, u mnie w Radomiu to jest inna bajka niż tam u was w Krakowie czy w Warszawie. Bo jak mówisz o tym 'po kosztach', to u was w dużych miastach pewnie można sobie pozwolić na mały ukłon, bo klient i tak nie umknie, a kasa trochę większa. U mnie? Za 70 zł za strzyżenie klient często już kręci nosem, bo konkurencja jest spora i ludzie patrzą na cenę jak na główny czynnik. Znajomi? No to wiem, że to ciężka sprawa, bo z jednej strony nie wypada im powiedzieć nie, a z drugiej nie mogę sobie pozwolić na darmowe albo mocno przecenione usługi co chwila, bo po prostu trzeba z czegoś żyć i inwestować w sprzęt, szkolenia. Ja tak mówię wprost – robota jest robota, każdy klient to czas i odpowiedzialność, więc nie mogę zejść z ceny poniżej pewnego poziomu, ale czasem jak naprawdę znajomy, to robię coś ekstra w ramach ukłonu, ale nie na koszt mojej pracy i jakości. Trochę trzeba mieć nerwy, bo często słyszy się, że przecież to tylko włosy, a u nas w małym mieście to nie do końca tak działa jak w Warszawie – u nas każda złotówka się liczy. Więc raczej stawiam na szczerość i tłumaczenie, że każdy klient jest ważny i usługa ma swoją wartość, a nie na zniżki, które tylko psują rynek. Wkurzające, ale prawdziwe.