U mnie mobilka to zawsze kwestia jasnej stawki za dojazd, bo inaczej wychodzi na to, że robię klienta na minus. Minimalnie biorę dwóch pod jeden adres, bo sam wiosek i robota to strata czasu i kasy. W Toruniu da się ogarnąć, ale jak zlecenia lecą pojedynczo, to każdy kilometr boli. Macie jakieś sposoby na to, żeby nie zaniżać cen, a jednak nie odpuszczać klienta, który chce w domu? Jaki u was jest limit osób pod jednym adresem, żeby wyjazd był opłacalny?
Jak wyceniać dojazd i nie jeździć po klientach za darmo?
Kategoria: Strefa Biznesu · Odpowiedzi: 3 · Wyświetlenia: 4 · 30.07.2026 09:11
Norbi, ja mam podobnie z dojazdami, tylko u mnie to Poznań i okolice. Robię tak, że minimum to dwie osoby pod jednym adresem, bo inaczej dopłacam do benzyny i czasu. Stawka za dojazd na start to 40 zł, ale jak jest jedna osoba, to dokładam 20 zł do ceny strzyżenia, żeby się to jako tako bilansowało. W weekendy, kiedy mam więcej kursów i mogę łączyć zlecenia, to lepiej wychodzi. U mnie problem jest też z klientami, którzy chcą, ale nie mają innych chętnych pod blokiem — wtedy próbuję ich nakłonić do przyjścia do salonu albo negocjuję wyższą stawkę, bo sama mobilka kosztuje mnie sporo. Jeżeli ktoś zlecający jest stały i regularny, to trochę schodzę z ceną, ale tylko pod warunkiem, że jest minimum dwóch klientów naraz. Inaczej to się nie kalkuluje, bo z doświadczenia wiem, że koszty paliwa, czas i sprzęt trzeba wliczyć do ceny, a nie robić za darmo. Ogólnie - nie ma co się bać podnosić ceny dojazdu, bo klient i tak wie, że to ekstra usługa, a robota w domu to nie to samo co w salonie, gdzie wszystko jest na miejscu.
dokładnie tak, u mnie też minimum dwóch pod jeden adres i bez gadania stawka za dojazd. co do negocjacji z klientem - ja jak ktoś pojedynczy, to często proponuję umówić się na stały termin, wtedy mam pewność, a i stawka może być trochę niższa, ale tylko jak naprawdę regularnie. z tym, że ja w Toruniu mam ten komfort, że nie jeżdżę 20 km poza miasto, bo wtedy musiałbym już liczyć inaczej. a jak ktoś nie ma z kim się zebrać, to czasem warto rzucić pomysł na grupowy wyjazd - u nas na osiedlu zrobiliśmy nawet taką listę, żeby łączyć ludzi. no i sprzęt - trzeba mieć coś wygodnego do przenoszenia, bo jak ciągniesz pół salonu, to po robocie już sił brak. warto też jasno mówić klientowi, że dojazd to nie jest „gratis”, bo często ludzie myślą, że to normalka. u mnie ceny mobilki to temat na osobny rozdział, ale bez jasnych zasad to się szybko robi minus. także trzymać się prostej zasady: minimum dwóch i jasna stawka za km/dojazd, reszta to gadanie w salonie ;)
Norbi, Anonim – dobrze że o tym mówicie. U mnie na Bałutach też minimum dwóch, bo samotny wyjazd to strata czasu i paliwa. Ale nie tylko liczba się liczy, trzeba też patrzeć co się robi – mobilka to nie salon, więc nie czekam aż klient będzie się zastanawiał nad stawką. Mam stałą opłatę za dojazd plus do tego minimalna liczba klientów pod jednym adresem. Jak ktoś sam chce w domu, mówię wprost: albo wyższa cena, albo salon. Młodzi teraz ciągle chcą wszystko za pół darmo, a ja nie mam zamiaru dokładać do interesu. Sprzęt mam lekki, przenoszę tylko niezbędne, żeby nie paść po pierwszym kliencie. A co do stawki – lepiej mieć jedną jasną, niż się tłumaczyć. I nie ma co kombinować z ciągłym negocjowaniem, bo to wpędza w bagno. Kto chce, ten zapłaci, kto nie, niech idzie do salonu. Tak było, jest i będzie.