Styczeń i luty, czyli dwa miesiące posuchy — jak to u Was wygląda?

Kategoria: Strefa Biznesu  · Odpowiedzi: 1  · Wyświetlenia: 7  · 06.08.2026 23:07

Kolego, po grudniowym szaleństwie w salonie nadchodzi czas, gdy klientela zdaje się znikać jak sen złoty. U mnie w Krakowie, na Kazimierzu, styczeń i luty to takie dwa chude miesiące, kiedy trzeba się naprawdę nagimnastykować, by utrzymać biznes na powierzchni. Zastanawiam się, czy lepiej iść w promocje, żeby przyciągnąć klientów, czy może po prostu przeczekać i nie zaniżać wartości usługi. Nie jestem zwolennikiem tanich akcji, bo rzemiosło to rzemiosło, a nie wyprzedaż garażowa. Inni barberzy, jak sobie radzicie w tym okresie? Robicie jakieś specjalne ruchy, czy liczycie na to, że wiosna sama przyjdzie z klientami?

Pan Brzytwa, u mnie w Warszawie to podobna historia, styczeń i luty faktycznie zwalniają. Z doświadczenia wiem, że tanie akcje potrafią rozbić cenę, a potem trudno podnieść ją z powrotem, więc też unikam promocji typu 50% off. Lepiej robię mniejsze ruchy, na przykład wprowadzam w tym okresie usługę "przycinanie express" za koło 50 zł, coś, co nie zabiera zbyt dużo czasu, ale zachęca do wizyty. Koszy sprzętu mam ustawiony tak, że sprzęt typu maszynka Wahl Magic Clip płaciłem koło 450 zł, dobrze się sprawdza przy szybkich cięciach, więc można więcej ludzi zrobić. Poza tym staram się aktywniej komunikować na lokalnych grupach, zapraszać klientów na przypomnienia, bo często po świętach zapominają o sobie. To nie jest jakiś wielki sztos, ale pozwala utrzymać rytm bez rozbijania wartości usługi. Wolę też trochę bardziej elastyczne godziny pracy, bo wtedy da się wcisnąć więcej klientów wieczorem lub w weekendy, a to pomaga przetrwać ten okres. Generalnie, lepiej poczekać na wiosnę niż dramatycznie obniżać stawki, bo to się odbija na całym roku.

Dodaj odpowiedź

Chcesz odpowiedzieć w tym wątku?

Załóż darmowe konto barbera (2 min) albo zaloguj się kontem RazorFlow — wrócisz prosto do tego wątku.